powrót

Nigdy się nie poddawaj!

2015-06-23

Tekst ten piszemy ku przestrodze. Dedykujemy tym wszystkim, którzy pragną czerpać siłę i energię z pieszych wędrówek i wypraw w góry, podkreślając jednocześnie, że niezależnie co by się działo, nigdy nie jest to koniec. Bo przecież nie można się poddawać! Czasem wystarczy tylko… maleńka zmiana planów ;)

Lato za pasem. To czas, kiedy urzeczywistniają się marzenia o aktywnym wypoczynku na łonie natury. Zawsze ciągnęło nas w góry więc postanowiliśmy wykorzystać pierwszą okazję i w drugi weekend czerwca pognaliśmy w okolice Żywca, aby rozpocząć sezon turystycznych wędrówek. Plan był prosty. Na początek Góra Żar, a następnie szlaki Babiej Góry. Jak widać gołym okiem program w sam raz na rozgrzewkę dla każdego, kto kocha zielone i czerwone szlaki Beskidu Żywieckiego i Małego. Widoki cudne. Może troszkę za gorąco, ale na  górze skwar daleko mniej odczuwalny. Tempo umiarkowane. Jest czas na obserwacje bujnej już flory i czas na przemyślenia. Jest fajnie, bo na szlakach jeszcze pusto, a nieliczni piechurzy chętnie pozdrawiają nas ciepło, jak zawsze dowcipnie i z uśmiechem. Niskie już słońce prowadziło nas zmęczonych, ale i szczęśliwych ku końcowi tej wydawałoby się przyjemnej trasy. Na wąskiej, trawiastej ścieżce zdarzyło się jednak coś, co diametralnie i ostatecznie zweryfikowało nasze tegoroczne plany turystyczne. Basia nieszczęśliwie postawiła stopę tak, że niespodziewanie jej się podwinęła . Usłyszeliśmy cichy krzyk Basi . Gdy podbiegliśmy do niej leżała już blada z grymasem bólu na twarzy. Szybko zrozumieliśmy, że noga jest złamana. Po wielu perypetiach dostarczyliśmy nieszczęsną turystkę do szpitala w Żywcu, gdzie okazało się, że jest to złamanie trójkostkowe kości podudzia. Po kilku godzinach oczekiwania noga została zagipsowana. Szpital w Żywcu nie sprawiał niestety nawet wrażenia placówki przyjaznej pacjentom. Dość powiedzieć, że termin ewentualnej operacji (stan nogi tego ewidentnie wymagał) jawił  nam  się niejasny i odległy. Powieźliśmy więc cierpiącą Basię do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie zaopiekowano się nią troskliwie i profesjonalnie. W tym miejscu chcemy podziękować serdecznie cudownemu zespołowi lekarzy i pielęgniarek, a w szczególności chirurgowi Piotrowi Guzikowi, który nóżkę pięknie poskładał i śrubkami różnymi poskręcał.

Jaki morał z tej historii ?

Czasami zwykły przypadek potrafi zweryfikować nawet najbardziej ambitne plany. Wakacje w temacie turystyki górskiej mamy w zasadzie z głowy. Zastanawiamy się czy można było temu w jakiś sposób zapobiec, uniknąć tej przykrej kontuzji. Pewnie tak. Może zabrakło niezbędnego w takich razach przygotowania organizmu? Polecamy tym wszystkim , którzy szykują się na bardziej forsowny wysiłek, aby poprzedzili go treningiem i poświęcić trochę czasu na choćby pół godzinne, intensywne marsze połączone z elementami gimnastyki. Każda forma ruchu (rower, siłownia, basen) pomogą przetrwać w warunkach kryzysowych na szlaku. Nie zapominajcie o profesjonalnym obuwiu. Wygodny, wysoki but piechura z twardą  podeszwą (protektor) uchroni was od wielu skręceń i odparzeń. Nie zapominajcie o napojach, czapkach i pelerynach. Doświadczeni piechurzy to doskonale wiedzą , ale debiutanci często zostają zaskoczeni przez gwałtownie zmieniające się warunki atmosferyczne w górach. Nawet w czerwcu w polskich Tatrach i w wyższych partiach gór można spotkać śnieg, a intensywne burze to norma. No i kondycja. Budowana regularnie i celowo. Gdy ona zawiedzie, to w czasie intensywnego wysiłku może być niebezpiecznie.

To tylko garść refleksji w sytuacji, kiedy perspektywa spędzenia lata w gipsie i o kulach nie nastraja optymistycznie. Ale od czego pozytywne myślenie. Jeszcze niespełna 3 miesiące i… pędzimy w nasze ukochane Bieszczady.

 

Rysiek i Basia

A na zakończenie filmik ze szczytu ;)

Nie ma żadnych komentarzy

Dodaj nowy komentarz

   Podpis   
Komentarz